„Nie tak to miało wyglądać!” – wzdycha absolwent po odebraniu dyplomu. Nie oszukujmy się, po skończeniu studiów większość osób nie czuje się gotowa do podjęcia pracy. Branie odpowiedzialności za przyszłych pacjentów i weryfikacja umiejętności na rynku pracy przeraża.
Z drugiej strony co jakiś czas słyszy się utyskiwania na młodych lekarzy ze strony starszych kolegów i pracodawców. Jakie są oczekiwania wobec absolwentów, a jak to wygląda w rzeczywistości?
Przedstawiam kilka przykładów.

Powinien znać chociaż podstawy.

Dla każdego lekarza weterynarii zakres „podstaw” jest inny. Jeśli absolwent nie robił w danej placówce praktyk, nie przychodził na wolontariat to lepiej wyjść z założenia, że nie umie nic. Serio, większość młodych lekarzy zaczynając praktykę ma w głowie totalną pustkę. Nie ma wprawy w zakładaniu wenflonu, nie zna dawek podstawowych leków, nie umie samodzielnie myśleć klinicznie, boi się odpowiedzialności. Cała wiedza zdobyta na studiach rozmywa się w tzw. g***, a wszyscy wiemy, że jej jakość ze względu na poziom kształcenia bywa różna. Uczymy się o jednostkach chorobowych, ale nie o procesie diagnostycznym i leczniczym w praktyce. W trakcie moich studiów tylko na jednym przedmiocie na kolokwiach były pytania z rodzaju „przychodzi pacjent z objawami x – co robisz?” (nie, nie były to przedmiot z chorób wewnętrznych). Praktyki niestety też często niewiele wnoszą. Studenci są zwykle traktowani jako tania (tfu! darmowa) siła robocza, nie są dopuszczani do wykonywania podstawowych czynności, niewielu jest lekarzy, którzy mają chęć i dar do przekazywania wiedzy. Co więcej, student często nie wie o co dokładnie pytać i na co zwracać szczególną uwagę. Wątpliwości zawsze pojawiają się w momencie, kiedy zderza się z klientem i pacjentem sam na sam i to ON musi podejmować decyzje.

Jeśli młody lekarz chce zdobyć wiedzę, to będzie o wszystko pytał i sam garnął się do roboty.

Oczywiście część młodych osób nie ma problemów z nawiązywaniem kontaktów i nie boi się przyznać do braków w wiedzy. Sądzę, że jest to jednak mniejszość. Na studiach skutecznie uczy się młodych, że lepiej się nie wychylać, a powiedzenie „nie wiem” rzadko wychodzi komuś na dobre. Większość absolwentów to dziewczyny – nieśmiałe, świadome swoich niedociągnięć, bojące się nieprzychylnych opinii na swój temat, często nienauczone pracy w zespole i artykułowania swoich potrzeb. Obecnie młodym ludziom trzeba stwarzać warunki do nauki. Warto poświęcać im swój czas i energię. Czasy się zmieniły. Nowe pokolenia funkcjonują inaczej, płeć też ma znaczenie. Z boku młody lekarz może sprawiać wrażenie, że mu nie zależy. Często jest jednak zwyczajnie przestraszony. Warto wykonać pierwszy krok, zainteresować się, od czasu do czasu zapytać, czy nie dręczą go jakieś wątpliwości.
Może warto przypomnieć sobie swoje początki? Pierwsza praca po studiach to ogromny stres, rzucenie na głęboką wodę i życiowa rewolucja.

Absolwent niewiele umie i nie będzie na siebie zarabiał, więc nie powinien oczekiwać wysokiego wynagrodzenia.

Co oznacza wysokie wynagrodzenie? Jakie jest minimum? Na pewno nie da się przeżyć za pieniądze z UP. Dopłacanie do stażowego to chyba norma, prawda? Cały czas śledzę oferty pracy i nie widziałam widełek wynagrodzenia dla absolwentów. Dlaczego? Pewnie lecznice nie mają się czym chwalić. Zarobki na start powinny być takie, żeby pracownik mógł się utrzymać w danym mieście. Nie wszyscy mogą/chcą otrzymywać wsparcie finansowe od rodziców po studiach. Dla mojego pokolenia bardzo bardzo ważna jest niezależność.

Zostawanie po godzinach to norma dla wszystkich w weterynarii

Chcemy mieć życie poza pracą (bardo często mówi i pisze o tym Natalia z Vetnolimits – polecam serdecznie ostatni live na temat motywowania pracowników). Kwestia rozliczania nadgodzin powinna być ustalona na starcie. Im mniej miejsca na domysły, tym lepiej. Warto również pomyśleć długofalowo. Zmęczony pracownik, który nie ma czasu na odpoczynek, realizowanie się poza pracą, czy nawet uzupełnianie swojej wiedzy po godzinach (sic!) może nie wytrzymać tempa. Warto myśleć długofalowo. Musimy dbać o siebie nawzajem w czasach, gdy wypalenie zawodowe to norma!

Im szybciej zacznie sam dyżurować, tym lepiej

Wrzucenie młodego lekarza na samodzielne dyżury jest kuszące. Dla dobra pacjentów i wizerunku placówki powinno odbywać się stopniowo, a na pewno przed pierwszymi samodzielnymi dyżurami (czy to nocnymi, czy dziennymi) warto upewnić się, czy lekarz jest do nich przygotowany. Dobrze by było, gdyby jak najdłużej działał „telefon do przyjaciela” z możliwością przyjazdu starszego kolegi do placówki w podbramkowych sytuacjach. Nie da się uchronić młodzieży przed stresem, trudnymi sytuacji i porażkami, ale wsparcie jest nieocenione. Obecne pokolenie tego łaknie! Bardzo chcemy mieć oparcie stawiając pierwsze kroki.