Autor: Paulina Jasińska

Weterynaria to nie wszystko!

Mam w pamięci wycieczkę pociągiem, której nigdy nie zapomnę. Już za moich nastoletnich czasów mama zabierała mnie na konferencje, a nawet (za zgodą prowadzących) zjazdy specjalizacji z chorób koni. Pamiętam (jakby to było wczoraj) jak siedziałyśmy w jednym przedziale, a ja przysłuchiwałam się rozmowom lekarek. Uderzyło mnie bardzo to, że dziewczyny miały tylko dwa tematy: weterynarię i narzekanie na swoich partnerów. Serio? To był moment, kiedy obiecałam sobie wyraźnie: „Nawet jak pójdę na weterynarię, nie będę myśleć tak wąsko. Zrobię wszystko, żeby zachować swoje szerokie horyzonty.” – oczywiście postanowienie było też doprawione nastoletnim buntem i wiązało się z jeszcze...

Przeczytaj

Absolwent w placówce – oczekiwania vs. rzeczywistość

„Nie tak to miało wyglądać!” – wzdycha absolwent po odebraniu dyplomu. Nie oszukujmy się, po skończeniu studiów większość osób nie czuje się gotowa do podjęcia pracy. Branie odpowiedzialności za przyszłych pacjentów i weryfikacja umiejętności na rynku pracy przeraża. Z drugiej strony co jakiś czas słyszy się utyskiwania na młodych lekarzy ze strony starszych kolegów i pracodawców. Jakie są oczekiwania wobec absolwentów, a jak to wygląda w rzeczywistości? Przedstawiam kilka przykładów. Powinien znać chociaż podstawy. Dla każdego lekarza weterynarii zakres „podstaw” jest inny. Jeśli absolwent nie robił w danej placówce praktyk, nie przychodził na wolontariat to lepiej wyjść z założenia, że...

Przeczytaj

Klasyk literatury weterynaryjnej, czyli kilka słów o Herriocie

Ponoć jest cała rzesza lekarzy weterynarii, których lektura cyklu James’a Herriota przekonała do wybrania naszego zawodu. Nie jest to nowość wydawnicza. Kolejne części cyklu zaczęły ukazywać się w latach ‘70, zaś tłumaczenie jednego z tomów ujrzało światło dzienne w latach ‘80. Cykl “Zwierzęta duże i małe” rozpoczynający się tomem “Jeśli tylko potrafiłyby mówić” to opowieść o perypetiach młodego lekarza weterynarii, którą swoją praktykę zaczął 1939 roku w małej miejscowości na Wyspach Brytyjskich. Kolejne rozdziały napisane są bardzo przystępnym językiem. Z jednej strony mają swego rodzaju wartość historyczną. Są stare metody leczenia, praca lekarza skupia się na obsłudze ferm zwierząt...

Przeczytaj

To nie jest tak, że się nie nadajesz

Pierwsze wątpliwości pojawiły się już na pierwszym roku. Czy dam radę? Czy sprostam? Czy jestem w stanie przyswajać takie ilości materiału? – te i wiele innych pytań kłębiło się w głowie. Potem pojawiły się pierwsze potknięcia. Tu jeden zawalony pierwszy termin kolokwium, tam drugi. Pierwsza sesja, druga… one przecież wcale nie były wzorowe. Kolejne lata nie polegały na wyścigu po stypendium, a na walce o zdanie na kolejny rok. „Jakimś cudem” w końcu udało się skończyć upragniony kierunek. Pojawił się wyczekiwany lek.wet. przed nazwiskiem. I co? Wcale nie było łatwiej. Teraz pojawiła się odpowiedzialność za zdrowie i życie zwierząt,...

Przeczytaj

Spokojne święta? Nie dla każdego lekarza weterynarii.

Okres przedświąteczny. Wigilia i Boże Narodzenie. Mi w tym roku uda się w tym wszystkim uczestniczyć na 100%. Bardzo to doceniam. Tym razem będę obecna. Cieszę się na ten czas. Dlaczego? W ubiegłym roku byłam świeżo po studiach, a koledzy z pracy zgodnie stwierdzili, że już czas na pierwsze dyżury. Najlepsza ku temu okazja? Święta Bożego Narodzenia! Nie dziwię się wcale, że cieszyli się z faktu, że przykry obowiązek dyżurowania w tym czasie mogli zrzucić na mnie. Jednego jestem pewna – świąt z 2017 roku długo nie zapomnę. Ja wiem, że ten mój pierwszy samodzielny dyżur miał miejsce dość...

Przeczytaj