Podkrążone oczy, trzęsące się ręce, poczucie oderwania od rzeczywistości. Mówiłeś/aś sobie, że to ostatni raz, że może jeszcze przez ten miesiąc, góra dwa, tak pociągniesz i będzie dobrze. Kontrolujesz sytuację, nie ma się czego obawiać. Wszyscy w koło tak robią – to nic złego. Nerwowo drapiesz się po ramieniu. Która to już kawa? Papierosek i energetyk, śniadanie godne mistrza. Na wyświetlaczu telefonu znów nieznany numer. To pewnie Oni. Ciągle dzwonią. Nie przestają dzwonić. Znasz to? No jak nie.

Lecisz już kolejny długi dyżur w pracy. Sen jest dla słabych – powtarzasz sobie w głowie. Kładąc się do łóżka chwytasz w swoje zmęczone łapki najnowszy numer prasy branżowej. Jeszcze tylko ten jeden artykulik i idę spać. Jutro mam pacjenta umówionego na badanie, muszę doczytać o tej chorobie, bo objawy tak bardzo pasują. Partner ma Cię dość, jest zazdrosny o Cushinga i Addisona.
Idziesz spać, ale popełniłeś klasyczny błąd i twój numer prywatny to również służbowy. Odbierasz o 3:00 by poinformować zatroskanego opiekuna, ile kosztuje tabletka na odrobaczenie i szczepienie na wściekliznę. Rozmowę kończy: “Ok. To ja przyjdę na tydzień”. Zamykasz oczy, twój partner mamrocze pod nosem bo telefon też jego obudził. W snach wyciskasz gruczoły, które nigdy nie robią się puste. Drugi sen to reanimacja psa. Podajesz mu adrenalinę, ale on nie oddycha. W śnie pielęgniarka wrzeszczy do psa: “Wstawaj! Wstawaj!”. To jednak nie pielęgniarka. To twój partner Tobą trzęsie i krzyczy, że masz wstawać, bo spóźnisz się do roboty. Wyciągasz fartuch z szafy. Masz już więcej fartuchów niż innych ciuchów i przynajmniej dwa razy więcej niż Barney Stinson garniturów. Lecisz do pracy, szef kazał być godzinę wcześniej, bo zabieg skomplikowany. Nie zapłaci Ci za tę godzinę, bo to przecież unikalna okazja do nauczenia się czegoś. W tej branży wiedza i doświadczenie to wartości najważniejsze. W radiu leci The Animals. W twojej głowie też.

Wbiegasz do roboty… zaczyna się kolejny dzień. Nie wiesz nawet który, to nie ma znaczenia. Tu czujesz się jak ryba w wodzie. Zawalony grafik to jest to! Pełna poczekalnia, rzucasz się w wir pracy. Mija dzień, jesteś spompowany, ale musisz iść do rodziny na obiad. Zasiedziałeś się jednak w szpitalu z kotem na kroplówce, więc zasadniczo idziesz na kolację. Zachciało im się w lipcu spotkań, a przecież jeszcze niedawno dzieliliście się opłatkiem, a Ci znów stęsknieni. Oni nie rozumieją co to ból i ciężka praca. O czym niby tu z nimi gadać? Nie wiedzą nic o krótkodziałających sterydach i osłonie antybiotykowej. Ty z kolei nie porozmawiasz z ojcem o umowach o pracę bo też się nie znasz bo nigdy nie miałeś żadnej. Brat je udko kurczaka, kość się ukruszyła, a ty zastanawiasz się jakimi gwoździami najlepiej byłoby ją złożyć. Wracasz do domu, partner już śpi. Mięczak. Jeszcze tylko trochę śmiesznych kotów na youtube i można spać… Tylko jeszcze ten jeden artykuł…

No wiem, trochę przesadzam, ale serio nie miewasz chociaż trochę podobnych dni? Czy gdy usiądziesz na fotelu w samotności i zastanowisz się nad tym wszystkim, to nie stwierdzisz, że żyjesz pracą? Czy gdy jednak nie przemyślisz tego jeszcze bardziej to nie okazuje się, że ćpasz swoją pracę jak szalony? Trzy dni wolnego, a ty chodzisz po ścianach, jesteś marudny, wszystko Cię wkurza i masz spory problem z odnalezieniem się? Smutna prawda przyjacielu, ale przedawkowujesz weterynarię. Twoi pacjenci pewnie się cieszą, opiekunowie także, bo jesteś zawsze. Zwarty, gotowy do działania.
Możesz uważać, że słowo “ćpanie” jest zbyt mocne, ale zastanów się na chwilę. Jak wygląda twoje dbanie o zdrowie? Jak wygląda twoje życie towarzyskie, twoje relacje z partnerem i rodziną? Każde uzależnienie na początku wydaje się do opanowania, ale to tylko pozory. Szukasz różnych wymówek. Czasem zganiasz to na swoją ambicję, na chęć niesienia pomocy, na trudną sytuację finansową. Zawsze coś się znajdzie. Dla chcącego nic trudnego.

Dla mnie np. praca była rozwiązaniem wszystkich problemów i miejscem, do którego przed problemami uciekałem. W pracy, mogąc być profesjonalistą w swojej dziedzinie, nie myślałem o kłopotach. Och, jakie to jest zgubne. Tak jak z innymi dragami, na początku jest wszystko fajnie, wszystko bajka. Pracujesz dużo bo jesteś młody, bo możesz. Potem pracujesz dużo bo musisz, masz zobowiązania. Na sam koniec pracujesz dużo, bo nie potrafisz inaczej. A na sam koniec? Dobrze wiesz jakie są konsekwencje narkotycznego nałogu. Wiesz też dobrze, co się dzieje z tymi, którym zdarzy się przedawkować. Droga w jedną stronę.

To koniec artykułu. Tak, serio to już koniec. Nie będzie tu odpowiedzi jak sobie z tym poradzić. Bo artykuł tej sprawy nie rozwiąże. Bo z uzależnieniem nie można wygrać czytając artykuł. Najważniejsze by zrozumieć problem. Najważniejsze to realnie spojrzeć na siebie i na to, w jakim miejscu się znajduję, a potem poszukać pomocy u fachowca. Nie czuj się z tym sam, nie tylko ty masz problemy, jest nas wielu, było nas wielu i jeszcze więcej będzie. Praca jest pełna stresu, jest też pełna wyzwań i adrenaliny, a to uzależnia. Grunt to wiedzieć gdzie kończy się energetyczny kopniak, a gdzie zaczyna narkotyczny ciąg.