Pierwsze wątpliwości pojawiły się już na pierwszym roku. Czy dam radę? Czy sprostam? Czy jestem w stanie przyswajać takie ilości materiału? – te i wiele innych pytań kłębiło się w głowie. Potem pojawiły się pierwsze potknięcia. Tu jeden zawalony pierwszy termin kolokwium, tam drugi. Pierwsza sesja, druga… one przecież wcale nie były wzorowe. Kolejne lata nie polegały na wyścigu po stypendium, a na walce o zdanie na kolejny rok. „Jakimś cudem” w końcu udało się skończyć upragniony kierunek. Pojawił się wyczekiwany lek.wet. przed nazwiskiem. I co? Wcale nie było łatwiej. Teraz pojawiła się odpowiedzialność za zdrowie i życie zwierząt, która wydawała się ponad siły. Znasz to? Też miałeś tak jak ja? Nie? Może po tym opisie sądzisz, że nie nadaję się do tego zawodu? A może właśnie jesteś w takiej sytuacji lub dopiero Cię to czeka?

Nie bez powodu po studiach zatrudniłam się w tej, a nie innej lecznicy. Wszystkie praktyki odbywałam poza zakładem mojej mamy. Wyciągnęłam z tego wnioski i stwierdziłam, że Ostróda i średniej wielkości placówka będzie dobrym miejscem do rozpoczęcia praktykowania zawodu lekarza weterynarii. Tę lecznicę znałam od podszewki i tu czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że otrzymam wsparcie w pierwszych miesiącach praktyki i nikt nie będzie mnie oceniał. Miałam ogromny komfort, którego potrzebowałam, bo, szczerze mówiąc, uważałam wtedy, że nie nadaję się na lekarza. Do tego doszły względy finansowe. Tu miałam zapewnione zakwaterowanie. Wiedziałam, że jeśli gdziekolwiek indziej będę starała się o staż, to rodzice i tak musieliby pomagać mi finansowo, bo w większości miast oferty dla świeżo upieczonych lekarzy z ledwością wystarczają na życie. Było bezpiecznie, przytulnie, mogłam spokojnie stawiać pierwsze kroki.

Tak było w moim w przypadku. A jak jest w Twoim? Jeśli niedawno skończyłeś studia lub wkrótce Cię to czeka, to nie daj sobie wmówić, że się do tego nie nadajesz. Masz braki w merytorycznej wiedzy? Kto nie ma? Nawet lekarze z długim stażem często nie są alfą i omegą. Czujesz się nieporadnie, masz problemy z manualnymi czynnościami? Nie przejmuj się! Każdy kiedyś miał! Przytłacza Cię wizja odpowiedzialności za leczenie żywych istot? To dobrze! Oznacza to, że jesteś wrażliwy i będziesz się starał robić to jak najlepiej. Stresujesz się każdym dniem w pracy? Zastanów się, czy ten stres Cię motywuje, czy paraliżuje. Jeśli to drugie, to może warto coś z tym zrobić?

Co jest najważniejsze w pracy zaraz po studiach? Poświęcenie i wychodzenie z inicjatywą. Nie umiesz czegoś? Poproś kolegę po fachu, żeby Ci pokazał. Czujesz braki w swojej wiedzy praktycznej? Jeśli do lecznicy akurat zejdą się ciekawe przypadki, to może zostań w niej dłużej. Nie masz motywacji do czytania literatury fachowej? Postaraj się chociaż szukać informacji na temat bieżących przypadków. Po całym tygodniu w pracy masz dość? Odpuść. Odpocznij. Spotkaj się z kimś, kto Cię wysłucha i skieruje Twoje myśli na przyjemniejsze tory. Może miałeś pasję, którą zaniedbałeś na studiach? Może spróbuj wrócić do niej choć w małym stopniu? Już nie masz kolokwiów i egzaminów. To ile przeznaczasz na weterynarię, zależy tylko od Ciebie.

Każdy ma gorsze dni. Niektórzy czują się wypaleni zawodowo już na studiach. Nie zawsze się chce. Nie zawsze zna się odpowiedzi na nurtujące weterynaryjne pytania. Czasami zapomina się podstaw. Zawód lekarza weterynarii nie jest przeznaczony dla nadludzi. Oczywiście to zawód wymagający. Trudny. Wbrew pozorom nie polegający przecież tylko na leczeniu zwierząt. Tu ważne są też umiejętności miękkie. Zdolność komunikacji z klientem, pracy zespołowej, organizacji czasu pracy. Uważam, że nie ma recepty na idealnego lekarza weterynarii. Klienci mają różne preferencje i wymagania.

Przygotuj się też na to, że nie unikniesz porażek. Jedne będą Twoimi błędami, inne zaniedbaniami właściciela, a część będzie wynikała ze specyfiki pacjenta. Pamiętaj jednak, że właśnie na tym polega zdobywanie doświadczenia. Na początku co rusz będziesz miał też do czynienia z wieloma rzeczami po raz pierwszy – objawami różniącymi się od tych w książkach, przypadkami danej choroby, trudnymi klientami, nowymi czynnościami medycznymi. Odwagi! Każdy lekarz weterynarii, którego dziś po cichu podziwiasz też tak zaczynał, nawet jeśli dziś odnosisz wrażenie, że patrzy na Ciebie trochę krytycznym okiem.

Z drugiej strony pamiętaj, że z reguły to my sami mamy w głowie skrzywiony obraz siebie. Na początku kariery to właśnie ty jesteś swoim największym krytykiem. Do tego masz świadomość, że lek.wet. przed nazwiskiem zobowiązuje, a przecież jeszcze nie wyszedłeś z roli zmęczonego egzaminami, przestraszonego studenta. Z jednej strony chciałbyś jak najlepiej wypaść w pracy, a z drugiej nie czujesz, że jesteś do tego do końca przygotowany. Do tego dochodzi wspomniana wcześniej odpowiedzialność. Nieważny pracodawca. Nieważny właściciel. Pracujesz na żywym organizmie. Tak, to wszystko jest trudne. Ale to da się przejść.

Twoje emocje są naturalne. Podejrzewam, że Twoja wiedza i umiejętności są na takim poziomie, jak u większości absolwentów. Może z niektórych dziedzin czujesz się pewniej, ale i tak brakuje Ci jeszcze praktyki. Nie jest tak, że się nie nadajesz. Pomyśl sobie, że dopiero teraz zaczyna się prawdziwa szkoła. Nie ze strachu przed niezaliczeniem kolokwium, czy egzaminu. Nie tego, co piszą w wiekowych książkach. Teraz będziesz uczył się wtedy, kiedy będziesz chciał i czego będziesz chciał. Części rzeczy aktywnie, innych mimowolnie. Nie będziesz się nudził.

Niech nie paraliżuje Cię strach. Nadajesz się.

Nie powiem Ci, że będzie dobrze (klientom też rzadko tak mówię).

Na pewno nie będzie nudno.