Przychodzi do gabinetu facet z zabiedzonym psem. Na wejściu widać, że przewlekle chorym. Jęzor do podłogi, zwierzę ledwo dyszy. Jest chudy jakby od roku nie jadł. Potyka się na każdym kroku. Wykonujesz podstawowe badanie kliniczne. Okazuje się, że problem jest złożony i musisz iść dalej z diagnostyką. Opiekun jednak stwierdza, że nie ma na nią funduszy. Prosi o słynny już „zastrzyk na wzmocnienie”. Sugeruje standardowe „poczekamy do jutra”. Dane z wywiadu i badania wskazują jednoznacznie na to, że jutro lepiej nie będzie. Mało tego! Wiesz, że jutro będzie na pewno gorzej… Patrzysz na człowieka i na psa. W rękach ściśnięty „banknot trzydziestozłotowy”.

Co robisz?

Na tapetę dziś leci temat naszego własnego poczucia winy. Wróć… Czy jednak oby na pewno własnego? Rozwiązania powyższej sytuacji są następujące:
– dajesz magiczny zastrzyk na wzmocnienie – jesteś szamanem;
– odmawiasz leczenia – jesteś zwyrodnialcem bez serca;
– leczysz za swoje pieniądze, dokładasz się – jesteś lekarzem z powołania i sercem.
Wybierz jedno z powyższych.

Już?

Bawienia się w szamana nie zdecydowanie popieram. Uważam, że karmienie niepotrzebną nadzieją, wydłużanie agonii w imię nie-wiadomo-czego nie jest rozwiązaniem. Powinno się wykonywać pełną usługę, która jest leczeniem według pewnych schematów i standardów. Na schematy te składa się zarówno proces diagnostyczny, jak i terapeutyczny. Nie można sobie skakać po tych punktach jak nam się żywnie podoba.

Sądzę, że odmawianie leczenia nie oznacza, że jesteś zwyrodnialcem. To nie świadczy o niczym złym! Jesteś po prostu w pracy i postępujesz zgodnie z pewnymi procedurami. Doskonale zdaję sobie sprawę, że w sytuacji, w której do czynienia mamy z żywym stworzeniem, nie powinniśmy zawsze myśleć proceduralnie. Czy zdarza Ci się jednak, że w twojej pracy, która powinna być oparta na logicznym myśleniu, w tego typu kwestiach musisz je wyłączać? Czy często dopada Cię wtedy poczucie winy? Ile razy zdarzyło ci się, że mogłeś pomóc, ale opiekun nie miał funduszy? Czy myślałeś kiedykolwiek, że masz większe chęci by pomóc zwierzęciu niż osoba po drugiej stronie stołu? Ile z tych tragicznych przypadków, które są często bardzo kosztowne w leczeniu, to wina egoizmu i zaniedbań? Czy powinieneś się przejmować bardziej i brać odpowiedzialność za błędy opiekuna? Nie! Jest to droga donikąd albo inaczej droga w jedną stronę.

Po wielu takich sytuacjach zaczynasz zabierać do domu oprócz pracy coś więcej. Odczuwasz smutek i cierpienie, z którymi się powoli zaczynasz utożsamiać. Często przenosisz odpowiedzialność za stan zwierzęcia na siebie, kiedy tak naprawdę nie powinieneś. Powinieneś to rozgraniczyć. Jesteś odpowiedzialny za leczenie, za najlepszą i najbardziej fachową pomoc zgodną z twoją wiedzą i doświadczeniem. To tyle i aż tyle. Znam wielu lekarzy którzy angażują się za bardzo. Pomagają szukać rozwiązań danego problemu w formie znajdowania fundacji, wsparcia finansowego u osób trzecich lub co najgorsze – drastycznie obniżając ceny usług.

Do czego to prowadzi w dłuższej perspektywie? To proste. Po pierwsze, uczysz człowieka, że jest bezkarny w tym co robi, że nie musi brać za swojego zwierzaka jakiejkolwiek odpowiedzialności. Zaczyna wychodzić z założenia, że jeśli coś się popsuje, to wystarczą oczy kota ze Shreka, czy ewentualne granie na emocjach i uczuciach (tekściki o miłości do zwierząt, powołaniu etc.). Robi to, żeby lekarz się ugiął. Niekiedy prowadzi to do niepotrzebnego przedłużania cierpienia tego zwierzęcia. Nawet jeśli rozwiążesz problem doraźnie, to przy kolejnej okazji taka osoba będzie wymagała od Ciebie tego samego – raz pomogłeś, zrobisz to i drugi raz.

„Zwierzozwyrole” (to takie przeciwieństwo zwierzoluba) zazwyczaj tworzą większe enklawy, a reklama idzie w świat i nawet się nie obejrzysz i będziesz naczelnym lekarzem patologii w swojej okolicy. Wtedy drogi pozostają dwie: albo zamykasz interes, bo nie masz na opłaty, albo lądujesz w domu wariatów, bo jedno, dziesięć zwierząt to nie problem, ale pięćdziesiąt już tak. Wyszukiwanie fundacji, czy domów tymczasowych, szczególnie w godzinach pracy, a nawet po godzinach? To już kosmos! Nie leży to także w twoich kompetencjach. Nie lepiej podsuwać możliwości rozwiązań, ale nie rozwiązywać problemów samemu? Opiekunowie zwierząt to przecież z założenia dorośli ludzie.

Chyba, że znasz dentystów, mechaników, czy sprzedawców w sklepach, którzy postępują podobnie i są w stanie Ciebie zrozumieć i świadczyć Tobie podobne usługi za darmo – wtedy droga wolna.
Dokładanie się do leczenia „komercyjnego” nie czyni Cię wcale lekarzem z powołania. Jeżeli odczuwasz niedosyt po całodziennej pracy w lecznicy, a w twoim sercu jest pustka, którą chcesz wypełnić, to zgłoś się na wolontariat do jakiegoś schroniska lub dotuj fundacje i stowarzyszenia. Prowadź akcje uświadamiające lokalnie lub globalnie, wyrabiaj prawidłowe odruchy u zwierzęcych nowicjuszy. Jeśli widzisz rażące zaniedbania, cierpienie u zwierzęcia wywołane lenistwem opiekuna – reaguj i informuj odpowiednie organy. Nie bój się, że stracisz takiego klienta – on nigdy nie będzie takim, na którym powinno Ci zależeć.

Dajesz palec to wezmą całą rękę – to jest niestety święta prawda, bo świat nie jest idealny.
Nie daj sobie wmówić, że jesteś bezduszny. Kojarzysz akcje z chorymi dziećmi? Przypomnę Ci schemat:
Uwaga! Mały Jaś potrzebuje przeszczepu! Zabieg może wykonać tylko dr XYZ. Koszt to 100 000. Liczy się czas! Nr konta: 123456789
Komentarze:
„wysłałam! Powodzenia! XYZ to świetny transplantolog”
„przelałam kasę! Mam nadzieję, że się uda”
„Dobrze, że Jasiu będzie pod opieką takiego specjalisty! Już przelew poszedł”
itp. itd.

„Uwaga! Pies Reksio uległ wypadkowi i połamał sobie miednicę! Zabieg może wykonać tylko weterynarz XYZ. Koszt zabiegu to 2000zł! Liczy się czas! Nr konta: 123456789
Komentarze:
„Ile??? To zdzierca! U nas w Pipidówce Małej wezmą 150zł”
„To lekarz z powołania czy dla kasy? Nie wstyd mu?”
„Przelałam, ale kwota wydaje się kosmiczna… to tylko kawałek drutu, pare nitek i trochę znieczulenia…”

Znasz to? Czujesz różnicę?

Warto pomagać – oczywiście. Pomoc jednak też musi być umiejętna. Pamiętaj, że będziesz jeszcze pracować wiele lat, nie spalaj się na starcie. Dozuj swój zapał bardzo dokładnie, aby się nie wypalić. Nie jesteś winny w taki przypadkach cierpienia, bólu i zaniedbania zwierząt. Jesteś osobą która może pomóc, ale która też zasługuje na godne życie i komfort w pracy.